ROZDZIAŁ SZÓSTY

Cipszczak otulił się płaszczem i zaczął iść w stronę domu. Spojrzał w rozgwieżdżone niebo i wydawało mu się, że gwiazdy patrzą na niego. Bo gwiazdy przecież patrzą tylko na równych sobie. 
Po pierwszym dniu spędzonym w nowej pracy czuł mały mętlik w głowie. Z jednej strony trafiła mu się ciepła posadka, na której pewnie jakoś dociągnie do emerytury. Z drugiej strony – praca tam, to porzucenie wszelkich życiowych ideałów. Czasy, kiedy usiłował wszędzie grać pierwsze skrzypce, bezpowrotnie minęły.
Był silny słabością innych. Był mądry głupotą drugich. Błyszczał, bo inni byli matowi. Miał wszelkie predyspozycje, by zostać królem zadupia.
Przyspieszając kroku, znów zaczął marzyć. Może kiedyś usłyszą o nim w sąsiednich wsiach? A może nawet w powiecie? Może kiedyś warszawy singapury i kapsztady staną przed nim otworem? W Hotelu Polter może liczyć na dość ograniczoną widownię, ale gdyby tak wyrwać się do powiatu? Na początek przecież wystarczy!
Dokonał w myślach szybkiego przeglądu wszystkich swoich idei, impresji i paradoksów. “No nie… Z tym, to ja nie mam szans w powiecie” – skonstatował smutno. – “To miasteczko, jest całym moim życiem”.
Zaczął rozumieć, że nie błyskotliwe pomysły są jego kapitałem, ale ich brak. Zdał sobie sprawę, że przerażają go nowości i nie jest w stanie im sprostać. Powoli odkrywał, iż całą swą energię musi poświęcać na przeprowadzanie takich zmian, których jedynym skutkiem będzie brak skutku. Stagnacja przecież nigdy nie obróci się przeciw niemu, skoro on będzie jej motorem.
Dochodził już do swojego domu, kiedy namacał w kieszeni płaszcza zwiniętą w hotelu półlitrówkę. Zatrzymał się i pociągnął kilkakrotnie z gwinta. Alkohol szybko uderzył mu do głowy. Cipszczak zaczął się obłędnie śmiać. Po chwili ten pełen parkosyzmów śmiech przerodził się w obłąkańcze wycie. Zaczęły się do niego przyłączać okoliczne psy i suki. A Cipszczak słuchał coraz większej liczby wyjących z nim zwierząt. Jego czułe ucho wychwytywało nie tylko to, które stworzenia wyją, a które nie; ale także, które robią to ideowo i szczerze, a które tylko udają zaangażowanie. A on skwapliwie notował to w swojej pamięci, by najgłośniejszych nagrodzić resztkami ze swojego, cipszczakowego stołu.